Justin.
Pędziłem ulicą, trzymając tak mocno kierownice, że dłonie mnie bolało, a moje kostki zrobiły się białe. Wiedziałem, że będę żałował tego co powiedziałem Alyssie, ale w tej chwili dalej byłem wściekły i cholera, mówię głupie rzeczy, kiedy jestem wściekły. Nie miałem zamiaru biegać za nią, nie tym razem. Teraz wiem, czemu nigdy nie chciałem dziewczyny- są wrzodem na dupie.
Siedziałem w moim pokoju w akademiku, mój współlokator Matt prawdopodobnie gdzieś poszedł, nie żebym miał coś przeciwko. Koleś był typem 'wiem to wszystko'. Miałem zamiar się uczyć, ale mój wzrok uciekał do zdjęcia mojego i Alyssy, które zrobiliśmy w lato. Wiem, że to dziwne jak na chłopaka mieć ramkę z takim zdjęciem obok łóżka, ale Alyssa mi je dała i uwielbiam je. Nie miałem się w niej zakochiwać, a jesli to ważne; nie miałem zamiaru się w nikim zakochiwać, ale jeśli masz dziewczyne taką jak Alyssa, nic na to nie poradzisz. Miałem zły humor, a zazwyczaj wtedy mówię głupie rzeczy. Zachowałem się jak skończony dupek nie przepraszając jej, kiedy powiedziałem to co powiedziałem. Moja duma odpychała ode mnie ludzi, wliczając w to moją dziewczynę. Dałem sobie spokój z nauką i patrzyłem w sufit, kiedy mój telefon ożył. Podniosłem go, a imię Alyssy rozbłysło na ekranie. Wpatrywałem się w nie dopóki, telefon nie przestał dzwonić i przyszło mi powiadomienie, że mam jedną nową wiadomość głosową.
"Musimy porozmawiać-jej głos brzmiał inaczej i ozięble. -Wiem, że nie jesteśmy w dobrych stosunkach, ale to naprawdę ważne i to nie jest rozmowa na telefon. Spotkaj się ze mną przed moim akademikiem. Jeśli nie będzie cię w przeciągu godziny, ja przyjdę do ciebie- zakaszlała. -Nie unikniesz tego". I na tym wiadomośc się zakończyła. Jęknąłem i podniosłem się z łóżka.
-To nie skończy się dobrze- westchnąłem, ubierając buty i biorąc klucze.
Alyssa.
-Jestes pewna, że chcesz to zrobić?- Chelsea zapytała siedząc obok mnie na schodach przed naszym akademikiem.
Kiwnęłam głową. -Nie mogę tego dłużej ciągnąć. Nie mogę być z kimś, kto nie szanuje mnie na tyle, żeby powiedzieć mi prawdy. Nie będę jedną z tych dziewczyn.
Chelsea westchnęła widząc Justina podjeżdżającego pod budynek.
-Dziewczyno, bądź silna- potarła moje ramiona, po czym wstała i zniknęła w budynku.
Justin zaparkował samochód na przeciwko mnie i wysiadł z grymasem na twarzy.
-Czego chcesz?-Warknął, gdy podszedł.
Wstałam. -Musimy zerwać- jeśli ma zamiar byc dupkiem, nie będę tego ładnie ubierała w słowa, nieważne jak bardzo ma mnie to zaboleć.
Jego twarz zbladła. -Czekaj, co?
-Słyszałeś. Nie mogę być z tobą dłużej. Jesteś kłam..
-Kiedy cię okłamałem?- Podniósł głos.
-Och, przestac pieprzyć, Justin! Wiem, że poszedłeś na tą pieprzoną imprezę. Kilka osób cię widziało, więc nie rób ze mnie głupiej.
-Alyssa, ja..
-Przepraszam, ale to twoja kolej, żeby mówić? Nie wydaje mi się- rzuciłam przerywając mu. -Do tego wszystkiego widzieli, że paliłeś trawkę. Więc, teraz jestem z narkomanem czy coś?
-Co? Alyssa, tak, poszedłem na imprezę. Nie powiedziałem cię, bo nie chciałem, żeby przebywała w tym towarzystwie- zaśmiałam się, a on spojrzał na mnie. -Trawka nie była moja. Moi znajomi podawali ją miedzy sobą i trafiła do mnie, ale nie zapaliłem. Może robię głupie rzeczy, ale nie biorę narkotyków. Nie zrobił by ci tego i cholera, nie zrobiłbym tego sobie- spojrzał mi prosto w oczy. -Musisz mi uwierzyć.
Spojrzałam na niego i westchnęłam. -Wierzę ci Justin, ale to nie zmienia faktu, że skłamałeś i ukrywałeś prawdę.
-Chodzi o moich rodziców? Powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć. Od momentu moich narodzin, do teraz.. wszystko.
-Chcę, żebyś mówił mi takie rzeczy z własnej chęci, Justin- potrząsnęłam głowa. -Nie dlatego, że czujesz się zmuszony.
-Proszę, nie rób tego- błagał. Zrobił krok w moją stronę, a ja skrzyżowałam ramiona na mojej klatce piersiowej i spojrzałam w niebo.
-Justin, nasz związek nie jest normalny. Nienawidziliśmy się, aż do poprzedniego roku, kiedy zaczęliśmy uprawiać seks, żeby zapomnieć o swoich problemach. Naprawdę myślisz, że to jest zdrowy związek?- Łzy napłynęły mi do oczu, a oddech stał się niestabilny. -Muszę się szanować, a żeby to zrobić muszę postawić siebie na pierwszym miejscu. Justin, nie możemy być dłużej razem.
-Czy istnieje coś co mogę zrobić?-Zapytał, pokręciłam głową. -Więc, tak po prostu rezygnujesz? Po tym wszystkim co przeszliśmy?
-Tak- pokiwałam głową sztywno. -Prawdopodobnie to będzie najlepsze rozwiązanie.
-Prawdopodobnie?-Zaśmiał się. -Dobrze, nie mogę uwierzyć jak wiele ci oddałem. Zaryzykowałem utratą reputacji tylko, żeby z tobą być. Poszedłem na te pierdolone studia dla ciebie. Kurwa, zakochałem się w tobie, co jest rzeczą, której nigdy nie chciałem zrobić, a ty po prostu to kończysz, co?
-Nie utrudniaj tego, proszę- szepnęłam.
Justin przesunął dłońmi po włosach, potrząsając głową. Mruknął coś pod nosem, po czym odwrócił się, podszedł do samochodu i zajął miejsce kierowcy. Spojrzał na mnie jeszcze raz, zanim odjechał bez jakiegokolwiek słowa. Patrzyłam jak jego samochód opuszcza parking i wjeżdża na ulicę. Jak wszystko co było takie idealne zamienia się w jedno wielkie gówno w przeciągu tygodnia. Opadłam na schody, usłyszałam otwierające się drzwi za sobą i poczułam obejmujące mnie ramiona. Odwróciłam się do Chelsei i zaczęłam płakać.
~*~
No i tutaj Was mam! Niespodzianka! Nie spodziewaliście się pewnie, hehe.
Mam nadzieje, że skoro tyle czekaliście i się upominaliście to dopiszecie w komentarzach. Miłego tygodnia. Aaa, zapomniałabym.. przepraszam za błędy.
JEŻELI KTOŚ ZMIENIAŁ NAZWĘ TO NIECH NAPISZĘ O TYM W KOMENTARZU POD POSTEM. USUWAM Z LISTY OSOBY, KTÓRE NIE PODAŁY ZMIENIONEJ NAZWY.
#muchlove
JEŻELI KTOŚ ZMIENIAŁ NAZWĘ TO NIECH NAPISZĘ O TYM W KOMENTARZU POD POSTEM. USUWAM Z LISTY OSOBY, KTÓRE NIE PODAŁY ZMIENIONEJ NAZWY.
#muchlove